Dzień dobry, jestem nowoczesną kurą domową

Dzień dobry, jestem nowoczesną kurą domową

Mam wrażenie, że nazwa „kura domowa” powszechnie uznana jest za szydzącą, kpiącą i generalnie mało „atrakcyjną”. Nie kojarzy się z zadbaną kobietą, która ma dobrą pracę, spełnia się zawodowo i rozwija pod wieloma względami. Ba! Wiele osób powie, że kura domowa to przecież barchanowe gacie, niewydepilowane nogi i fartuch, który nie odkleja się od ciała…A tymczasem pod tą właśnie nazwą kryje się coś więcej, niż stereotypowa przaśna kobieta, której jedynym pragnieniem jest ulepienie pierogów i wywieszenie prania. Nowoczesna kura domowa wcale nie jest nudną i pozbawioną ambicji kobietą. To świetna organizatorka czasu, zaradna babka z zasadami, która potrafi dbać o ognisko domowe. Dzień dobry, jestem nowoczesną kurą domową.

Dom pachnący ciastem

Spotykam się z wieloma opiniami, które zaczynają się dokładnie w ten sam sposób: W DZISIEJSZYCH CZASACH KOBIETA… I tutaj zaczyna się również zazwyczaj dyskusja, która często brnie w jednym kierunku. Spłyceniu wszystkiego i założeniu jednej, jedynej mądrej odpowiedzi. Wiele osób twierdzi, że kobieta przez te wszystkie wieki, lata, ery, dzieje…była typową domową gospodynią, której nie wolno było się szkolić, rozwijać, bo przecież miała domowe obowiązki. Dlatego teraz właśnie przyszedł moment na wyswobodzenie płci pięknej, która nagle ma porzucić wszystkie domowe obowiązki, zostawić gotujące się gary na kuchni i iść za głosem wyzwolenia. Mam wrażenie, że z kobiet bardzo często na siłę robi się męczennice. Przykład: zrobiona kolacja dla znajomych, kilka dań przygotowywanych przez 4 godziny, uprane obrusy, ogarnięty dom, ozdobiony stół. Odzew niektórych osób: Boże! Chciało Ci się? Ale musiałaś się namęczyć! Ale to Cię kosztowało wysiłku… Oczywiście. Dobry efekt kosztuje pracę, wysiłek i tonę energii, ale to nie jest tak, że kobiety, które dbają o dom, robią to na siłę. Wiele z nas nie wyobraża sobie weekendu bez upieczenia ciasta, domu pachnącego szarlotką i innych prostych rzeczy, które nadają życiu paranormalny dla niektórych uczucia. Inaczej wraca się do domu, gdzie czuć miłość do ogniska domowego, inaczej, kiedy nie czuć dokładnie nic. Życie składa się z małych rzeczy, które mają cieszyć wszystkich domowników. Proste kwiatki w doniczce, ustawione na trawniku, kilka świec i ozdobiony stół nadaje klimatu, który sprawia, że do domu po prostu wraca się z uśmiechem na ustach.

Często pod górkę

Jeśli jesteś przywalona obowiązkami, nie masz czasu iść kolejny raz na wyjście ze znajomymi, odpuszczasz spotkanie, na którym Ci zależy – to nic! To wszystko jeszcze wróci. Dzieci podrosną, inne domowe obowiązki będą trochę mniejsze, a Ty będziesz mieć czas dla siebie. Nie czuj się źle w swojej skórze przez fakt, że musisz pewne rzeczy odpuszczać kosztem innych. Wszystko ma swój czas. I wszystko co robisz ma sens. Nie lubisz piec i gotować? Spróbuj krok po kroku, powoooooli przekonywać się, że garnek nie gryzie, a nóż nie służy do mordowania ludzi. Jeśli jesteś totalnym beztalenciem, a Twój mąż ogarnia całe kulinarne szaleństwo to spytaj go o kilka rad. Od razu Rzymu nie zbudowano! Zacznij od gotowania ziemniaków 😉 Potem prosty schabowy, kolejna niech będzie mizeria. I nagle okaże się, że zrobiłaś całkiem zjadliwy obiad! Nie takie trudne, prawda? Moja Mama opowiadała mi milion razy, że nie wyobrażała sobie kiedyś, że zrobi jakąś zupę. Było to dla niej tak odległe, jak budowanie statku kosmicznego. I nagle okazuje się, że moja Mama, która za czasów tzw. kawalerki totalnie nie umiała gotować, stała się mistrzynią ogórkowej, pomidorowej i zup owocowych. To trochę tak jak z moją pierwszą szarlotką, którą można było wybijać okna. Ale kolejna była już lepsza, niezjadliwa, ale estetycznie do przeżycia. Następna była smaczna. A w kolejnej totalnie zakochał się mój Mąż i znajomi! Praktyka czyni mistrza. A my jesteśmy mistrzyniami we wszystkim czego się dotkniemy, o ile będziemy chciały, żeby coś stało się nam bliskie.

Ukurzanie się, czyli idziesz w złym kierunku

Kura domowa może mieć zadbane paznokcie, może wyglądać dobrze, może nawet mieć świetną pracę. Kura domowa nie będzie odciągać faceta od dzieci, od domu, od rodziny. Nie będzie zajmować się jedynie sobą i egoistycznie podchodzić do swoich bliskich. Stereotypowa kura domowa przestaje o siebie dbać. Jest zgryźliwa, wrzeszczy, a jej tekstem flagowym jest „Co będziesz jadł?!” tak, jakby wszystko kręciło się wokół trzech rzeczy: jedzenie, sprzątanie i gotowanie. Stereotypowa kura domowa przestaje myśleć o swoim rozwoju, patrzy z nienawiścią na zadbane dziewczyny, jest typową babą-herodem, która z wałkiem czeka na swojego partnera. O nie, nie tędy droga. Kiedy facet zaczyna się bać swojej kobiety i na każde pytanie odpowiada kłamstwem ze strachu, że dostanie przysłowiowo w łeb, to zaczynają się schody. Dlatego nie można zatracać swojej kobiecości, swoich marzeń, swojego JA w żadnym życiowym zadaniu. Tym bardziej w tak ważnym zadaniu, jak bycie żoną, matką i przyjacielem dla samej siebie. A przecież o to właśnie chodzi, żebyśmy czuły się wspaniale same ze sobą.

Kura domowa – to brzmi dumnie

„Boże upiekłaś ciasto? Nie kupujesz w sklepie?”, „Robisz mu kanapki do pracy? A nie może sobie kupić w robocie?”, „Po co Ty tyle sprzątasz, ogarniasz…ja to raz na tydzień pozamiatam, bo i tak się kurzy”, „Chce Ci się tak bawić z dzieciakami w te gry? Nie mogą same się sobą zająć?”. Tak, chce mi się. I mam pracę, rozwijam się, mam obowiązki. Tak, jak milion innych kobiet. Jedziemy na tym samym wózku. Ale prosty jabłecznik nie piecze się 3 godziny, kanapki nie robią się przez tydzień, a zamiatanie nie trwa pół dnia. Wszystko zależy od organizacji czasu i CHĘCI. Dla wielu kobiet bycie kurą domową jest świadomym wyborem, nie wyborem pod groźbą karabinu. Rozmawiałam z kilkoma bliskimi mi dziewczynami, które otwarcie przyznały się do tego, że uwielbiają to, że są kurami domowymi. Nowoczesnymi. Świadomie dbają o ognisko domowe, wychowują dzieci, patrzą jak te dzieci dorastają. Oczywiście, niektóre z nich zrezygnowały z pracy zawodowej i oddały się w pełni rodzicielstwu i byciu żona idealną – mają to szczęście, mogą sobie na to pozwolić. Wiele jednak z nich mimo obowiązków domowych, łapaniu się za 100 rzeczy na raz i zarywaniu nocy, pracuje na etat, dorabia, ma pracę tymczasową, stałą. My kobiety mamy jedną fascynującą zaletę – potrafimy robić milion rzeczy na raz. I te milion rzeczy nam się udaje. Ze wsparciem odpowiedniego faceta, z uśmiechem dziecka, które docenia nawet najmniejszą pracę, z samoświadomością, że dałyśmy radę kolejny raz!
Dzień dobry, jestem nowoczesną kurą domową. A Ty?

fot. pexels.com

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Powiązane artykuły

Poprzedni artykuł Następny artykuł
164 podzieliło się