Moja walka z chorobą, czyli jak się oswoić z onkologiem, bólem i dziwnymi badaniami

Moja walka z chorobą, czyli jak się oswoić z onkologiem, bólem i dziwnymi badaniami

Kiedy słyszałam, że ktoś idzie do onkologa to od razu stawiałam na nim krzyżyk. I wiem, że sporo osób zachowuje się w ten sam sposób. Tylko, że sytuacja całkowicie się zmieniła, kiedy to ja musiałam wykonać telefon do kliniki onkologicznej z prośbą o jak najszybsze spotkanie ze specjalistą. Czy mówi Ci coś rak szyjki macicy, zmiany przedrakowe, CIN I, CIN II, CIN III? Jasne, nie może to w końcu dotyczyć Ciebie. A kiedy ostatnio się badałaś? I nie chodzi mi tutaj wyłącznie o cytologię, która mi ostatnio akurat wyszła znakomicie. Niestety, kolejne badania już nie. Tylko, że o tych badaniach nie wie żadna kobieta, z którą rozmawiałam. Poznajcie moją historię, która mam nadzieję, nakreśli Wam temat choroby z mojej perspektywy.

Skafander z żelaza
Nie wiem, kiedy go założyłam. Wydaje mi się, że w momencie pierwszej wizyty ze specjalistą zrozumiałam, że albo wezmę się w garść i pokażę mojej chorobie, że się nie dam, albo ona sama mnie zje od środka. Człowiek, który każdego dnia zastanawia się nad tym, jak tym razem wyjdą wyniki badań musi mieć twardą skórę. Nie tylko dla siebie. Zrozumiałam, że jeśli pokażę moją mocną postawę i fakt, że nie zamierzam się poddawać, to na pewno moja rodzina i przyjaciele będą to wszystko znosić lepiej. Nie jest łatwo patrzeć na to, jak inni na Ciebie patrzą.”TYM” wzrokiem”. Gdyby ktoś kiedyś mi powiedział, że tego typu historia dotknie mnie to nie wiem, czy powiedziałabym, że dam radę. Chyba raczej dostałabym ciarek na rękach, zjeżenia włosów i odpowiedziałabym coś w rodzaju „daj spokój, nawet nie chcę o tym myśleć”. Inaczej wygląda świat z perspektywy człowieka, który nie wie, jak tym razem wyjdą badania. Inaczej spędza się wakacje, czas ze znajomymi kiedy wiesz, że kolejne wyniki badań mogą oznaczać zabiegi, operację i rekonwalescencję, podczas której człowiek poznaje swoje możliwości bólowe na nowo.

24h milczenia
Mniej więcej tyle trwała cisza, w której siedziałam po ostatniej biopsji. Zabieg, który miał zostać wykonany w znieczuleniu miejscowym, którego nie miałam podobno tak mocno czuć, okazał się czymś, czego żadna kobieta nigdy w życiu nie powinna przejść. Mimo tego, że w wielu placówkach wykonuje się go pod narkozą, to nie wszystkie szpitale taką metodę stosują. Znieczulenie miejscowe wg. mnie – laika i osoby, która nie zna się na tego typu sprawach, to „coś”, co niweluje ból. Niestety, psiknięcie „czymś” w rejon, który się nacina, tnie i łyżeczkuje daje efekt bólu z horroru. Przywiązane pasami nogi do łóżka i lekarka, która nie ma nic wspólnego z delikatnością. I pacjentka. Potraktowana jak kawał mięsa. Mój próg bólu jest dość wysoki. Niestety, tego typu zabiegu nie da się wymazać z pamięci i nie da się zapomnieć. Z dobrego serca radzę – NIE ZGADZAJCIE się na tego typu zabieg bez narkozy jeśli tylko zdrówko Wam pozwala. Znieczulenie miejscowe w moim przypadku nie zadziałało. Czułam wszystko i uwierzcie, że starałam się jak mogłam, żeby współpracować z lekarzami. Tylko ciało i organizm mówią swoje, jeśli ingeruje się w nie w taki sposób, że nawet silna wolna nie jest w stanie z nimi wygrać. A dochodzenie do siebie po takich przeżyciach nie należy do najłatwiejszych.

Kiedy ostatnio się badałaś?
Z moich obserwacji wiem, że ludzie generalnie wolą nie wiedzieć, że dopadła ich jakaś choroba. Nie badają się, a nawet proste pobranie krwi jest dla nich totalną abstrakcją i ostatnią rzeczą, którą robią w życiu. Dlaczego? Bo wolą żyć w nieświadomości, że coś jest nie tak. Ale nie tędy droga! Jeśli jakąkolwiek chorobę wykryjemy w miarę szybko, to jesteśmy w stanie wyleczyć się w mgnieniu oka. Odciąganie jednak kolejnych badań i udawanie, że nie ma problemu jest najgorszym wyjściem. Bo jest to wyjście często bez drogi powrotu. A każdy w końcu chce żyć jak najdłużej.

Rozmawiając z moimi koleżankami na temat badań, cytologii itd często słyszałam teksty typu „No co Ty, ja się badałam niedawno…gdzieś z 1,5 roku temu”, „ja jestem na bank zdrowa, bo mi cytologia wyszła ostatnio…hm…z rok temu ok”. Na swoim przykładzie wiem, że badanie co rok NIE wystarcza. Nie, nie jestem lekarzem, nie mam wykształcenia medycznego, ale widzę, że gdybym nie zareagowała w odpowiednim czasie, to mogłoby być różnie. Wynik cytologii niepoprawny, nie zostałam zawiadomiona przez klinikę, gdzie robiłam badania o tym fakcie, tylko sama się dodzwoniłam, zgłosiłam i odebrałam wynik, który był dla mnie szokiem. Oczywiście była awantura, moje krzyki, ale to już nie dało nic w momencie, kiedy musiałam zacząć działać i wziąć się w garść. Później była już lawina informacji, które nie bardzo do mnie docierały. I wtedy właśnie trafiłam na badanie – kolposkopię, którą wykonuje się niestety baaardzo rzadko.

Kolposkopia – a co to takiego?
Żadna osoba z grona moich znajomych, z którą rozmawiałam na temat kolposkopii, nie wiedziała co to za badanie. Ba! Prawie każdy pomylił kolposkopię z kolonoskopią. Czym więc jest kolposkopia? Tłumacząc mojemu Mężowi, powiedziałam, że to taka cytologia razy tysiąc 😉 A mówiąc dokładniej jest to badanie, które bardzo precyzyjnie bada kobietę „od wewnątrz”, co pozwala na dokładniejsze wykrycie nowotworów, zmian przednowotworowych i innych chorób w rejonie szyjki macicy. Najczęściej wykonuje się ją w momencie, kiedy cytologia jest niepoprawna. Badanie nie jest przyjemne, ale jest do wytrzymania. Do „środka” lekarz wlewa sól fizjologiczną, kwas octowy i płyn lugola. Tego typu czynności mają pomóc w stwierdzeniu, czy w rejonie szyjki macicy nie pojawiają się niepokojące zmiany. Można sobie wyobrazić, jak może być nieprzyjemne to badanie, ale serio – jest do wytrzymania! Dlaczego jednak tak bardzo podkreślam jej rolę? Ponieważ właśnie w ostatnich dniach, po 3 miesiącach od ostatniej operacji zrobiłam cytologię, która wyszła książkowo – idealnie. Jednak z powodu mojej choroby musiałam również profilaktycznie zrobić jeszcze kolposkopię. No i tutaj zaczęły się schody. To właśnie to badanie wykazało, że zmiany pojawiły się na nowo i że potrzebne jest dalsze leczenie. I absolutnie nie piszę tego, żeby przestraszyć kobiety, których cytologia wychodzi dobrze. Raczej uczulam na to, żeby wnikliwiej rozmawiać ze swoim lekarzem, dopytywać i ewentualnie badać innymi, możliwymi sposobami. A możliwości są, tylko nie każdy lekarz o tym informuje.

CINtec najbardziej wiarygodne badanie?
Po serii i szeregu badań, które wykonuję od jakiegoś czasu, lekarze skierowali mnie na CINtec. Jest to podobno najbardziej nowoczesne badanie, które wykrywa nawet wczesne zmiany.CINtec jest testem cytologicznym, który łączy biomarkery – p16, oraz Ki-67. To właśnie badanie pozwala ustalić, czy choroba się rozwija. Z informacji, którą otrzymałam wynika, że jest to najbardziej czułe badanie, które pokazuje zmiany już w bardzo świeżym stadium rozwoju, a jak wiadomo, to właśnie czas i tempo walki z chorobą daje nam więcej możliwości na wygraną.

Karta pacjenta w szpitalu onkologicznym
Jak wygląda obecnie moje życie? Każdego dnia staram się czerpać z niego wszystko to, co najlepsze. Nie zastanawiam się nad tym, dlaczego akurat ja. Chociaż miewam słabsze dni, to nie obarczam wszystkich dookoła moimi problemami i tym, że jestem chora. Widząc kogoś, kto nadmiernie się czymś martwi, wkurza o byle jaką pierdołę tłumaczę, że naprawdę nie jest aż tak źle, że można inaczej rozwiązać problem i że krzyk, stres i dół to nie jest wyjście z kłopotów. Odkąd weszłam pierwszy raz do szpitala onkologicznego jako pacjentka zrozumiałam, że TO się dzieje naprawdę. Że nikt nie wymyślił mi mojej historii od tak. Że trzeba walczyć i iść śmiało do przodu, żeby dawać przykład sobie, bliskim i innym dookoła. Czy to wszystko mnie zmieniło? A Ciebie by zmieniła niepewność, z którą żyjesz od badania do badania, zastanawiając się, co dalej? Z każdej sytuacji jest wyjście, czasami to wyjście jest niezwykle trudne, ale ważne, aby móc zrozumieć, że przy wsparciu bliskich i swojej pozytywnej determinacji naprawdę można góry przenosić.

Kolejna operacja
Zaktualizowałam mój tekst, ponieważ aktualnie przechodzę rekonwalescencję po kolejnej operacji. Niestety, trochę gorzej ją przechodzę, niż zabieg, który miałam kilka miesięcy temu, ale przecież ból można wytrzymać, a to wszystko tylko kształtuje charakter. Teraz tylko oczekiwanie na wyniki histopatologiczne i zobaczymy, co będzie dalej… A ja oczywiście nie zakładam nic innego, jak tylko to, że będzie po prostu dobrze!

Pozytywne myślenie, cycki do przodu, czyli choroba to nie wyrok!
Nie myślę o tym, że będę dalej chora. Ja już wiem, że wygram moją walkę. Generalnie nie chcę przyzwyczaić się do tego, że mam non stop badania w tym kierunku i że będę musiała zmagać się z chorobą. Przyzwyczaiłam się też do rozmów na ten temat. Nie wybucham płaczem, nie pytam się non stop „dlaczego znowu ja”. Nauczyłam się rozmawiać na ten temat z Rodzicami, Mężem, Przyjaciółmi. Za chwilę kończę 30 lat. Już teraz wiem, że teraz mocniej wiem, jak celebrować życie, jak doceniać ludzi, jak cieszyć się z głupot, o których normalnie się nie myśli. A co radzę Tobie? Nawet, jeśli jesteś chora, jeśli pojawią się niepokojące zmiany, to nie wariuj z nerwów! Nie zachowuj się jak wariatka, nie obarczaj innych winą i nie pogrążaj się. Oczywiście, każda z nas potrzebuje odreagować, popłakać chwilę w samotności, albo zamknąć się w pokoju. Ale to nie może trwać dłużej, niż chwilę, bo masz dla kogo żyć, a diagnoza nie jest końcem świata. Będziesz musiała tylko trochę powalczyć i nauczyć się cierpliwości. Nie bez powodu wszyscy wielcy tego świata, którzy osiągają sukcesy mówią, że to pozytywne nastawienie potrafi wyleczyć, bo wszystko tkwi w naszej psychice. Jeśli więc zmagasz się z chorobą to pamiętaj, że nie jesteś w tym sama. Medycyna idzie do przodu, a Twoi bliscy zrobią wszystko, żebyś wyzdrowiała. Po drugie – nie musisz się zaprzyjaźniać z chorobą, ale zrozum, że musisz nauczyć się z nią funkcjonować, żeby wygonić ją raz na zawsze. Zobaczysz, że łatwiej Ci będzie żyć w poczuciu, że to Ty jesteś górą, a nie Twoja choroba. Niech Twoje życie będzie kierowane przez Ciebie, nie przez Twoją chorobę. Zobaczysz, że łatwiej Ci będzie przejść nawet przez cięższe dni!

fot. pixabay.com

Tagi: , , , , , , , ,

Powiązane artykuły

Poprzedni artykuł Następny artykuł
167 podzieliło się