Nie czuj się gorsza, jeśli nie łapiesz się w ramy Instagrama

Nie czuj się gorsza, jeśli nie łapiesz się w ramy Instagrama

Poruszę temat ciężki, niewygodny, ale chyba aktualnie najpopularniejszy, chociaż mam wrażenie, że trochę hmm…intymny, jak najbardziej intymny temat tabu. Rozmawiałam ostatnio z kilkoma dziewczynami. Co dziwne, wszędzie przewijał się temat Instagrama, „idealnych” ludzi „idealnego” życia itd. Wiecie, co usłyszałam za każdym razem? – „Wszędzie tylko laski „z fabryki”(wyglądające IDENTYCZNIE – te same usta, brwi, cycki, wyraz twarzy, pupa etc.), które cały dzień spędzają na zakupach, zdjęciach  – od razu dodam, że w żadnej „biednej” Zarze, czy innej sieciówce, tylko same Chanele, Diory itd.  – inne marki dla takich gwiazd to raczej wstyd. Idealne matki z czteropakiem na brzuchu, które nie są zmęczone wychowaniem dopiero co urodzonych dzieci….dzieci, które nie płaczą, nie marudzą, nie mają czkawki, kolki itd….” Pytam się JAK? Jak do cholery to możliwe?! Jakaś pula ludzi na naszej planecie dostała talon na idealne WSZYSTKO? Może o czymś nie wiem, co wydarzyło się  w ewolucji? …bo obserwując świat poza insta w takiej sytuacji widzę rozstępy, dodatkowe kilogramy i wory pod oczami.  Takich przykładów mam w swojej głowie milion, a jeszcze więcej ciśnie mi się na zęby. Witaj w świecie wirtualnym – i nie czuj się gorsza, jeśli nie łapiesz się w ramy Instagrama.

Od razu na początku dodam, że mam Instagrama, wiem doskonale na czym polega i nie będę ściemniać, że nie cieszyłam się, jak moje zdjęcie z wakacji skomentowało XXX osób! Oczywiście, że się cieszyłam jak biegający po lesie jeleń! Tylko w pewnym momencie zaczęło mnie niepokoić TO wszystko, co dzieje się w tym wirtualnym świecie, w którym sama jestem od jakiegoś czasu. Mam swoje konto, w wirtualu poznałam kilka bardzo wartościowych osób, opowiedziałam i dowiedziałam się baaardzo wielu rzeczy na temat badań i choroby, co uznaję za największy sukces tego pokręconego, wirtualnego miejsca. Od jakiegoś czasu- za namową znajomych i przyjaciół – zaczęłam promować śpiewanie, dzielić się moimi tekstami itd.  Jednak uważam, że korzystanie ze świata wirtualnego można porównać do uzależnienia od alkoholu. Jeśli potrafisz pić i robisz to z umiarem to nie widzę w tym nic złego. Jeśli przekraczasz granicę i upijasz się na umór, zaniedbując wszystko po kolei to pora się obudzić i powiedzieć STOP! Tak samo jest z wirtualnym życiem. Jeśli przekraczasz mądrą linię i zaczynasz funkcjonować jedynie w wirtualu, nagrywając KAŻDY szczegół, minutę z podróży poślubnej, porodu itd. zamiast cieszyć się tym w rzeczywistości  to znak, żeby się zastanowić dokąd zmierzasz. Of Kors! Insta to idealne miejsce do promocji, do wypłynięcia w świecie show biznesu, do zarobienia trochę kasy…aleeeeeee…. uważam, że przydałby się taki regulamin, mantra, dekalog – JAK KORZYSTAĆ Z INSTAGRAMA, ŻEBY NIE ZWARIOWAĆ?

Nikt nikomu nie powinien mówić, jak ma żyć. Tak uważam i tak moim zdaniem byłoby najrozsądniej funkcjonować. Ale uważam również, że każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii.  Co jest dla Was najważniejsze w życiu? Co sprawia, że czujecie grunt pod nogami i kładziecie się spać bez nerwowej korby w brzuchu? Moim zdaniem jest to harmonia, balans pomiędzy wszystkimi wartościami – rodziną, przyjaciółmi, zdrowiem, marzeniami, wolnością itd. Jeśli któraś z tych wartości zostaje zaburzona, to sypie się totalnie wszystko. Balans jest potrzebny wszędzie. Aktualnie żyjemy w czasach, kiedy życie normalne ściera się z wirtualnym, ale i tutaj, w wirtualnym świecie potrzeba nam harmonii i wytyczenia dróg, żeby nie zabłądzić. Funkcjonować zdrowo można wszędzie, ale musimy sobie postawić jasne granice, które nie stworzą nam chorej i smutnej pseudorzeczywistości, w której zaczniemy tracić wszystkie wartości po kolei. Pomyślmy, ile czasu spędza osoba, która NON STOP wkleja COŚ do wirtualnego świata? Non stop to komentuje….non stop sprawdza….non stop obserwuje, lajkuje, sheruje….(szeruje?!)? Telefon wręcz przyklejony do ręki. Bo trzeba dodać codziennie xxx fotek, opowiedzieć całemu światu co się jadło, jak się spało, jak się wstało, jak się poszło, wyszło, przeszło, zeszło, naszło. I tak leci xxxx rzeczy na kwadrans, non stop….żeby tylko COŚ nie umknęło, żeby tylko kogoś nie ominęło nasz3 kolejne odwiedzenie toalety, wrócenie z niej itd. Dobra, to teraz z drugiej strony. Śniadanie, obiad, kolacja. Wyjście z rodziną, spacer, każdy wolny czas – takie chwile powinny wyglądać mega kolorowo, bezstresowo, powinny dawać nam radość i satysfakcję z tego, że mamy bliskich, że stworzyliśmy rodzinę, że mamy czas dla siebie nawzajem. Z telefonem przyklejonym do ręki to…trochę…niemożliwe. „Kochanie, jak było w pracy?” – „Czekaj, dodaję nowy post”. „Kochanie, może gdzieś pójdziemy wieczorem?
– „Zwariowałeś? Muszę dodać zdjęcie przy lustrze i je obrobić – to trochę zajmie”.  Gdzie się podziała spontaniczność i wartości? I jak to wszystko będzie wyglądać za 3-4 lata? Jak myślicie? Bo osobiście jestem przerażona…

Wiele kobiet, z którymi rozmawiałam powtarzało takie same teksty – Boże! Ja nigdy nie będę wyglądać jak ta laska z insta, Boże! Dlaczego mnie nie stać na takie i srakie wakacje?!, Boże! Jakim cudem oni są tak zajebiście non stop szczęśliwi, nie kłócą się, skoro przecież on ją zdradza, ona kocha innego itd…. Wiecie, dlaczego tak wiele osób właśnie w taki sposób reaguje na takie obrazy? Bo nie potrafimy zbudować poczucia własnej wartości, swojej harmonii, swojego świata, który może nie jest idealny, ale jest prawdziwy, szczery, niezakłamany! Nie porównuj się nigdy z nikim! Bądź taka, jaka jesteś! Jeśli tylko dobrze się czujesz w swojej skórze i uważasz, że robisz wszystko, żeby żyć tak, jak chcesz to dlaczego coś sobie zarzucasz? Szczęście to wartości, to to, co masz wokół siebie, co zbudowałaś przez wiele lat. Nawet nie wiesz, ile z tych instagramowych tworów żyje na kreskę, po zrobieniu idealnej fotki z ich ust znika uśmiech…ile z tych osób pożycza firmowe torebki, robi sobie fotki przy autach obcych ludzi itd etc.  Mówię bzdury? Nie sądzę… Dlatego nie trać pewności siebie patrząc w taką „rzeczywistość”. Ty żyj tak, jak Ty chcesz. Łapiąc i spełniając marzenia, ciesząc się ze zdrowych dzieci i extra partnera obok siebie, który nie musi co 2 sekundy dodawać story z Waszego intymnego życia.

Na koniec tak szczerze Wam powiem, że osobiście raz jeden spróbowałam nagrać tzw. live. Byłam podekscytowana, czułam się jak prowadząca własne, międzynarodowe show…i po chwili poczułam niesmak. Boże jedyny! Po co ja to robię? Zwariowałam? Przecież zawsze byłam przeciwna uczestniczeniu w show typu Big Brother, a teraz sama sobie to funduję! NIE CHCĘ! Nie potrzebuję non stop pokazywać światu WSZYSTKIEGO! Ogołacać się ze wszystkiego, co mam. Z każdej myśli, z każdej sekundy, z każdego posiłku, dnia, odwiedzin znajomych. Nie chcę. Nie potrzebuję, żeby obcy ludzie non stop wgapiali się, co robię. Ostatnio mocno selekcjonuję to, co dodaję – zazwyczaj jest to związane umowami i współpracą z konkretnymi markami, ale widzę, że zaraz pieprznę tym wirtualem na amen, bo zaczynam na maxa doceniać to, że moi najbliżsi korzystają bardzo sporadycznie z tego typu mediów i siedząc przy stole ROZMAWIAJĄ! Cieszą się, śmieją, śpiewają….a ja siedzę przy tym stole razem z nimi i już bez telefonu. Opowiadając o tym, co się dzieje naprawdę, co się dzieje na serio i co przeżywam bez lajków, komentarzy i miliona wirtualnych spraw, które i tak nikogo tak naprawdę nie obchodzą. Bo żyjesz TU I TERAZ, bez hasztagów, odpalonego wifi, czy internetu…i drugiej takiej szansy nie dostaniesz.

Tagi: , , , ,

Powiązane artykuły

Poprzedni artykuł
0 podzieliło się