Po ślubie wszystko się zmienia

Po ślubie wszystko się zmienia
Jeszcze będąc narzeczoną słyszałam głosy, że WSZYSTKO zmienia się po ślubie. Jak jest naprawdę? Zobaczcie mój punkt widzenia tej sytuacji.

Ślub to na pewno jeden z najważniejszych momentów w życiu kobiety. Czas, który poprzedza to święto jest istnym wariactwem. I nie wynika to z tego, że ja akurat posiadam cechy totalnie roztrzepanej i energicznej osoby. Raczej wynika to z faktu, że każda z nas marzy o tym dniu od młodości. Suknia ma być tą wymarzoną, impreza ma być zapamiętana przez wszystkich jako wydarzenie sezonu, no i przede wszystkim on – Pan Młody. Idealny, wyśniony, niczym książę z bajki. Ślub mija, wesele przetańczone, pobudka rano i…i zaczyna się nowe życie. Całkiem inne niż to, w którym tkwiłam do tej pory. Dlaczego? Przecież  mojego partnera nikt od tak nie zaczarował, ja nie jestem inną osobą, więc co ma się zmienić? Przede wszystkim to, że od teraz jesteście jednością. Nie działacie już osobno. Jeśli TO ma się udać, to musicie być drużyną. Zgraną i odpowiedzialną za siebie. Dlatego właśnie dla mnie po ślubie zmieniło się wszystko. Pierwszy raz w życiu odczułam to, że nie jestem już osobnym bytem, który gdzieś wariuje, wędruje po świecie. Jestem ja i on. I tworzymy całość. Nie zawsze spójną, ale zawsze murem stającą za sobą.

Podryw małżeński

Wiele osób uważa, bez względu na to, czy są to kobiety czy faceci, że podryw jest działaniem, które wykonuje się tylko na początku związku. Nic bardziej mylnego. Podrywać się należy każdego dnia. Ciągłe zaskakiwanie, zainteresowanie i dawanie do zrozumienia, że druga osoba jest tą jedną, jedyną nie jest jakimś zabiegiem z książek science fiction. Tym bardziej po ślubie należy wykazywać się podwójnie. To, że on jest już tym zaklepanym, że ma obrączkę i jest zakontraktowanym mężem na cały etat nie minimalizuje tego, że należy się starać. Właśnie teraz jest czas na to, aby zaskoczyć swoją drugą połówkę sobą. Oczywiście pozytywnie. Nie chodzi mi absolutnie o stawanie na głowie każdego dnia, wymyślanie wycieczek na koniec świata, przygotowywanie homarów i godowych tańców. Raczej skupiłabym się na tym, aby znaleźć w sobie to pragnienie na to, żeby jemu było lepiej niż tobie. Ja to odnalazłam. I to właśnie zmieniło wszystko po ślubie. Gdy ktoś spyta w takim razie jak było przed ślubem? Czy egoizm wyrastał z mojego zachowania i myśli? Absolutnie nie. Ale miałam z tyłu głowy zawsze ewentualny plan ewakuacyjny mimo tego, że byłam pewna, że to ten. Może przez przeżycia w swoim życiu, może przez charakter. Ale teraz plan został wyrzucony, bo już go nie potrzebuję. Wam radzę zrobić to samo, oczywiście, jeśli Wasi faceci stają za Wami murem i są partnerami na dobre i na złe.

Role w związku

Sporo razy dyskutowałam z wieloma osobami na temat tego, kto ma jaką rolę w związku. Oczywiście utarte jest w naszym społeczeństwie, że żona gotuje, sprząta, a facet przynosi kasę i ogląda wieczorem mecz z puszką piwa. Nie wyobrażam sobie tego, żeby odgrywając swoją rolę w małżeństwie nie czuć spełnienia. Wiele kobiet nie znosi gotować, nie potrafi piec, nie umie ogarnąć domu. Mimo tego, że kocham kulinaria wręcz maniakalnie od małego, to porządek nigdy mnie nie uwielbiał, a ja nie uwielbiałam jego. Ale wszystko się zmieniło. I nawet moja Mama przeciera oczy z niedowierzania nadal. Dlaczego się zmieniło? Bo zrozumiałam słowa mojej Mamy, które zawsze mnie denerwowały -„Dom, to jaki masz porządek, czy jest obiad i czyste mieszkanie to albo powód do radości, albo do konfliktów w związku”. Kiedyś buntowałam się i myślałam „jak to? przecież to jakieś bzdury…bałagan będzie zapalnikiem do rozstania?”. I wtedy zrozumiałam, że moja ukochana rodzicielka miała rację. Bo kiedy facet widzi, że kobieta dba o dom, przygotuje obiad, posprząta, zobaczy to zaangażowanie w wasze miejsce to uwierzcie, że będzie wiedział, że ma w domu cenny skarb. Nie tylko dlatego, bo ma co jeść. Ale przede wszystkim dlatego, że do tematu małżeństwa podeszłyście poważnie. Nie jak nastolatkowie, którzy uważają, że każdy osobno zdobywa pożywienie i ogarnia kąt. Poczucie tego, że dbacie o dobro wspólne naprawdę daje siłę do działania. Działania, które procentuje na plus. I nie wstydzę się powiedzieć, że jestem kurą domową. Bo bycie nią jest wspaniałe jeśli tylko masz swój czas na pracę, swoje aktywności, obowiązki i dogadzanie sobie, na które każda z nas ma prawo sobie pozwolić. Tylko we wszystkim potrzebny jest złoty środek. W małżeństwie tym bardziej!

fot. pixabay.com

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Powiązane artykuły

Poprzedni artykuł Następny artykuł
63 podzieliło się